Nie czytałam „Czerni” ani „Czerwieni”. Jestem fanką tej autorki, jest dla mnie numer jeden w tematyce crime. Wczoraj skończyłam czytać „Zieleń” a wcześniej „Błękit”. Znam więc styl sobczak bo oglądałam też „Czerwień”. Nie byłam przekonana co do Jakuba Gierszała w roli Leopolda Bilskiego jednak w tej części pokazuje jak doskonałym jest aktorem.
Z powodu poprzedniej sprawy prokurator trafia jak ksiądz na zesłanie do niejakiego Turczyna. Znamy już ten schemat kryminałów. Okazuje się przed laty zaginął chłopiec Adam Poznański. Jego matka zgłosiła zaginięcie po czym odwołała.
Tymczasem do miasteczka przyjeżdza pisarka kryminałów Julia Burchaldt. Wątek miłosny Bilskiego został przyśpieszony gdyż dopiero w „Błękicie” jest ojcem. Jednak tu…Zmienili fabułę. Ten wątek może nieco przeszkadzać.
Mamy tym razem pedofilię, morderstwo dziecka. Mamy tu sporo stereotypów. Wiem jak Sobczak potrafi zaskoczyć. Tu jednak pojechała dość stereotypowo: małe miasteczko, prokurator przyjeżdża za karę do jakiegoś sobie tam Turczyna na Kaszubach.
Leopold poznaje pisarkę kryminałów, która przybywa tu z synem Piotrem. Raczej powraca do swojego miasteczka. Podczas festynu Piotruś się gubi i jest zaginiony. Domyślacie się, że trwają poszukiwania chłopca. Muzyka z chóru przygnębia gdyż owy chór ma znaczenie.
(RECENZJA W TRAKCIE PISANIA)