Wirtualni kochankowie nie myją zębów.cz.2

Zapomnieli, że żyje się teraz. I zapomnieli, że żyją tylko raz.
A ja Ewa, pogrążona w smutku, popijam wino, chciałabym je
wylać i pobrudzić moją nieskazitelną, czystą koszulę. I wtedy
podchodzi ON. Ja myślę: To ten! Tak, chce wytrzeć moją czerowoną plamę, tak, chce odsączyć mnie z pergaminu jego słów.
Patrzy na mnie swoim wzrokiem, jakby grał w brazylijskiej teleonoweli. Zapala papierosa (nałogowiec, odpada). Poczucie straty,
żal. Książę z bajki pali? Śmierdzi jak popielniczka. Po chwili upada na kolana, jakby był martwy. Ach ten świat!
Idę do sklepu, ja Ewa. Widzę tysiące świateł, czuję zapachy,
które sprawiają, że czuję się dobrze. Wracam do domu, gotuję
obiad! Tylko nie nazywajcie mnie singielką. Nie ufam kobietom,
które deklarują, że cieszą się swoim samotnym stanem i dobrze
im z tym! Nie jest mi dobrze, ale nie będę płakać. Jestem silna,
mam swój uniform. I to przeraża mężczyzn. Wirtualny dzień
zaczął się realnie. Skuszę się zapachem skoszonej trawy w perfumach. Ja Ewa, roztapiam ostateczne śniegi.
Ostatecznie mija kolejny dzień. W Wiadomościach kolejne
ofiary i pogrzeby, życie?
Mijam kolejnego mężczyznę, realny? Otacza mnie obojętnym
wzrokiem: Może bym ją przeleciał. Ale co by mi to dało? Ja Ewa widzę
go, patrzę na niego. Uśmiecha się, jakby jego usta mówiły: No czego ode mnie chcesz? Wydaje się zwyczajny i pozornie szczęśliwy.
Wracam do domu. Lubię mój salon, oaza spokoju. Telewizor, kanapa, poczucie bezpieczeństwa. Dorosłość? Kto jeszcze w nią wierzy, kiedy w głębi nikt nie chce dorosnąć. Dorosłość? Mijają dni,
a ja Ewa stąpam po planecie Ziemia. Staram się odżywiać zdrowo i być scenarzystką mojego własnego filmu. Szukam kumulacji emocji, zdrowia i pragnienia życia. Żyj zdrowo! – głoszą gazety
jakby nigdy nie było śmierci. Pewnie interesuje was mój zawód.
Dziś to bardzo ważne mieć zawód, pracę i wykształcenie. Dziś najlepiej dostawać pieniądze za coś, co się lubi. To miara prawdziwego sukcesu. Być może mam jeden z najmodniejszych zawodów
typu prawnik, psycholog czy lekarz, ale to tylko być może. Może
pracuję w telewizji, to dopiero modny zawód! Mój zawód to nie
też ten najstarszy zawód świata, o nie. Do pewnej pracy się dojrzewa. Jak byłam mała, intrygowało mnie u innych, skąd wiedzą,
że to jest ich miejsce, że chcą zostać w danym mieście, kraju. Co
o tym decyduje? Zostają tam gdzie czują się bezpiecznie? Gdyby tylko o to chodziło co mają powiedzieć Syryjczycy. Zostają
z miłości do narodu. Bo „życie tak się układa”. Los stawia ich w pewnych miejscach. Los nakazuje im tam walczyć. Teraz kiedy próbuję
dorosnąć słucham sobie Sade i „ Your love is king” i wtedy przypominam sobie jego twarz. To nie była typowa twarz mężczyzny
jakiego znamy. To był mężczyzny o twarzy podobnej do Stevena Seagala. Typowo wschodnie, bengalskie rysy. Smutne oczy,
w których widać było biedę w jego kraju. Kiedy go poznałam
nie mówił zbyt wiele. Zachowywał się jak tani adorator ale jego
egzotyczna uroda sprawiła, że czułam się jakbym grała rolę w
filmie. Postawił mi piwo. Zbyt słodkie piwo jak dla mnie. Palił
nałogowo jakby chciał udowodnić, że bycie Europejczykiem jest
lepsze niż bycie Bengalczykiem. Jakby bycie Bengalo-Europejczykiem stanowiło o nim. Pomyślałam sobie o mojej przyszłości z nim: piękne dzieci, wschodnio-europejskie, mieszane. Jakby się czuło moje piękne dziecko? Genetyczny ideał. Potem jeśli
byłaby to dziewczynka zostałaby wprowadzona w świat modelingu, dziewczynki lubią być księżniczkami. A moja córeczka hindusko-europejska zostanie gwiazdą wybiegów, stanie się sławna ale szybko zostanie zastąpiona przez afro-europejkę. A kiedy
dorośnie okaże się, że już nie jest taka piękna i skończy niczym
Shirley Temple.2
O życie! Co masz mi do zaoferowania. Wieczne
„singielki” zazwyczaj narzekają, że facet nie taki a taki. Tyle, że
z wiekiem minimalizują się nasze wymagania lub zwiększają.
A panowie kawalerowie popadają w nurty pracoholizmu i praca
jest dla nich jedynym celem, odpowiedzialnością jaką są gotowi podjąć. Piwo mi nie smakowało.
I wyszłam zostawiając bengalskiego mężczyznę w poczuciu
nienasycenia. W poczuciu marzeń o mnie, słowiańskiej blondynce, która mogłaby z nim stworzyć ideał modelingu i pragnienie
Hollywoodu. Pozostaje mi wirtualna rzeczywistość, wydaje się
mi, że to bajkowy świat. Świat, w którym wszystko jest w porządku. Jakby co zrobisz Photoshop. I pisze do mnie jeden gość:
Umówisz się ze mną, jesteś ładna. Mam samochód i jestem elektrykiem. No jaki szybki i bezpośredni. W realnym świecie takie
wyznanie oznaczałoby „śmiech na sali”. Odpisuję mu:
Chyba jestem z innej bajki – Mój elektryk nie jest w stanie odróżnić świata wirtualnego o realnego. Bo gdzie przebiega granica?
Mam ochotę go zapytać: Kotku myjesz zęby? Dbasz o swoje zdrowie. Chodzisz do lekarza? Masz dobre geny? Fajnie, że masz prawo
jazdy. I samochód (Ale samochód można kupić w komisie) .Odpowiedź nie satysfakcjonuje elektryka. Ale jest zaintrygowany.
Bajka? Wirtualny świat to rzeczywistość bejbe! Chyba, że jesteś
wytworem moich najgorętszych fantazji!Elektryk ma wyobraźnię. Ja Ewa nie podejrzewałabym, że elektryk ma wyobraźnie.
W sumie nie chcę się z nim omówić. Rzeczywistość bywa bolesna. Nie chcę. Wyobrażam sobie nudne życie u boku elektryka,
wieczne życie pod prądem, to prawie jak bycie żoną snajpera.
Ale kto mówi o ślubie? Nikt przecież nie mówi o ślubie. Ja
Ewa wyobrażam sobie siebie w białej sukni. Ja Ewa, jem błonnik zawarty w jabłku. Potem piszą do mnie następni odważni –
piszą to samo lub podobnie. Czy powstał nowy gatunek człowieka? Virtual Sapiens? Jeśli tak, to kto wymyślił to wszystko?
Postanawiam wyjechać na wakacje.Czynność zasłużona dla
obywatela w ramach jego dobrej pracy. Pytanie tylko, jaki jest
mój zawód? Wybieram się w podróż. Taką, która pozwoli mi docenić świat. Indie, Afryka, Argentyna… Wielkie tournée zakończone lotem w kosmos. W sumie czemu nie. Nasze decyzje, które
powodują w nas niepotrzebne lęki. I znowu: Kim jestem? Ja Ewa,
wybieram Barcelonę. Wierzę, że Barcelona na chwilę sprawi mi
radość. Będzie jak tabletka na uspokojenie.
Kupuję bilet i chce się mi mówić: Oto ja, produkt nowoczesnej
kultury. Urodzona w latach osiemdziesiątych. To nie jej wina, że lubi
pieniądze. To nie jej wina, że jest sama. To nie jej wina, że kapitalizm uderza ją prosto w jej serce. To nie jej wina, że wybiera Barcelonę. Magiczne miejsce w Hiszpanii. Niestety pozostawiają mnie
w złudzeniu i mówią to jedynie moje myśli. Zanim jednak postanawiam stać się „detektywem miłości” – brzmi kiczowato, ale najwyższy czas dowiedzieć się czemu jeszcze nie spotkałam tego
„jedynego” choć kręci się paru. Ja Ewa szukam Adama. Ja Ewa
szukam może miłości zbyt idealnej, żyję w złudzeniu optycznym.
Czym jest miłość? Jakie to skomplikowane. Mijają mnie zakochani. Oni wiedzą, że miłość to praca nad sobą, nad związkiem. Para
numer jeden: Tomasz i Anna. Spotykam ich, ja Ewa. Spotykam
ich w pobliskim spożywczym i pytam czy mają czas. Zgadzają się. Jestem ubrana przyzwoicie, ale widać moje piękne piersi, które odznaczają się. Widać moje zgrabne, długie nogi. Poza
tym mam delikatny makijaż. Tomasz natychmiast to zauważa.
Ja Ewa: Ile trwa wasz związek?
Ja Ewa: Jak to się zaczęło?
Tomasz rwie się do rozmowy, jakby obok niego nie było Anny.
Tomasz: Bo moja Ewa jest posłuszna. Wiem, że zawsze mnie
będzie słuchać.
Ja Ewa: Nie szanujesz decyzji Ewy?
Tomasz: Po co mi szanować jej decyzję skoro ona lubi kiedy za
nią podejmuję decyzje.
Ja Ewa: A jakiego typu to są decyzje?
Tomasz: Wakacje, co ma mi ugotować na obiad.
Ta para na początku objawiła się mi jako dwie dopasowane ze
sobą połówki. Teraz widzę, że Anna po prostu to lubi, kiedy partner jest decyzyjny. Nie ma siły przebicia w związku. Patrzę na nią
i odrobinę mi jej żal. Patrzę na Tomka, mężczyzna zadbany, pachnący sukcesami, a Anna jakby w cieniu. Skromna i cicha. I przypomina się mi teoria przywiązania Bowlby’ego. Czy między tym
dwojgiem jest miłość, czy toksyczne przywiązanie? Uśmiecham
się do Tomasza, który patrzy mi głęboko w oczy. Mam wrażenie, że
myśli o mnie, ale wie, że nade mną władzy mieć nie będzie. Wyczuwa i natychmiast skreśla mnie z listy potencjalnych kochanek.
Ja Ewa: A zakupy?
Tomasz: Na zakupach moja Aneczka się zna. Jest mistrzynią
w kupowaniu.
Ja Ewa: I tylko to?
Tomasz: Mężczyźnie niewiele do szczęścia potrzeba: Dobry sex,
łóżko, wino i śpiew. My mężczyźni jesteśmy prości, dlatego nie
potrzebujemy kobiet zbyt skomplikowanych. My chcemy prostoty, łatwości w użyciu.
Anna udaje, że nie słucha ale widzę, że dziewczyna zaraz się
rozpłacze. Kończę rozmowę.
Kupuję bilet do Barcelony przez internet. Poza Barceloną jest
jeszcze Sevilla, Santiago, Portugalia…Mam do odkrycia świat.
I patrzę wtedy na przestrzeń, na ludzi. I wtedy spotykam jego.
Mój były. Mam ochotę zapytać się: Czemu się rozstaliśmy? Wyobrażam sobie, że powie iż to przeze mnie. Siedzi i patrzy na mnie
pogrążony w smutku.
Mój ex: Zbyt wiele ode mnie wymagałaś, wiesz. Chciałaś zrobić ze mnie kogoś, kogo sobie wyobraziłeś. A ja nie jestem taki. Ja
nie potrafię żyć. Nie potrafię żyć z myślą, że jesteś ode mnie lepsza
i bogatsza. I, że ja nie jestem takim, jakiego pragniesz.
Zamilkłam. Mój wirtualny kochanek wypowiedział słowa,
których po nim bym się nie spodziewała. Wzbudził mój żal
i odrzekłam:
Ja Ewa: Ale Ty mnie nigdy nie kochałeś, prawda?
Zamilkł. Poszłam dalej, wróciłam i widziałam jego twarz. Miłości, o miłości gdzie jesteś? Mam syndrom skulonej silnej babki. To
Wirtualni kochankowie nie myją zębów
3 6 Migotania 43
Gazeta literacka 3 7
PROZA
cd. ze str. 36
ja Ewa, pudruję twarz, szminkuję usta. Tak, chcę wyglądać uwodzicielsko. Ileż to razy marzyłam, że rozbieram się przed ukochanym, rozdzieram mu serce moją namiętnością. Tym razem
wychodzę na spotkanie z Przemkiem i Agatą. Sprawiają wrażenie idealnych. Internetowi kochankowie, w akcie narzeczeństwa. Młodzi, piękni i zdrowi. Ja Ewa spotykam się z nimi w Parku. Przemek to chopak o twarzy bardzo delikatnej, niemęskiej.
W skrócie: Nie mój typ. Mieszanka punkowego chłopca z gimnazjalistą. Agata to elegancka kobieta, ładna. Ale nic specjalnego. Spotykam ich. Jak opowiadają to są szczęśliwi. Śmieją się. Po
chwili on zapalił papierosa, uśmiecha się. Wcześniej nie czułam
u niego smrodu „fajek”.
Agata. Poznaliśmy się przez internet
Mówi ona a ja uśmiecham się, podziwiam drzewa, kwiaty.
Piękny świat.
Agata. On mnie chyba zaczepił. Napisał, że chciałby się spotkać
Agata mówi z entuzjazmem, ale z czasem ten entuzjazm
przygasa.
Agata. Spotkaliśmy się bardzo prozaicznie, na bilardzie. Po prostu wygrałam z nim w bilard, a był bardzo mściwy i przez to zakochał się we mnie.
Ja Ewa: Sugerujesz, że to przez zemstę?
Wtedy nasz palacz się wtrąca i spluwa na ulicę. Robi się mi
niedobrze, ale muszę wytrzymać. Ja Ewa.
Przemek: Co ty do k…n…mówisz!
Ja Ewa wtrącam się choć nie powinnam. Aby się tak do niej
nie odzywał. I wtedy Agata przemawia:
Agata: Przemek jest chory, ma schizofrenię. Ale ja go kocham
takim, jaki jest. Kocham go, bo kiedy go poznałam, mój świat zyskał
nowe światło. Wkurzy się, ale za chwilę mnie przytuli. Wiem to. Nie
jest to łatwe ale ja go po prostu kocham.
Taka odpowiedź wymiata. Widziałam w Agacie bohaterkę.
Ona po prostu kochała. Podziwiałam ją, dostrzegłam nawet
w sobie egoistkę. I inaczej widziałam Przemka. Miłość? Jaka, niedoskonała, nieszczelna. Miłość prawdziwa. Mimo wszystko jako
badaczka miłości widzę ich miłość jako jedną z wielu, która nie
daje mi odpowiedzi. A co z tymi co boją się kochać? Muszę spotkać się z kimś, kto deklaruje, że jest singlem i nie zamierza tego
zmieniać. Tak dla kontrastu. Miejsce nazywa się „single bar”, nie
lubię słowa singiel, bo kojarzy się mi z muzyką, single to utwory muzyczne a nie ludzie. Ubieram się w jeansy i białą bluzkę
z dekoltem, do tego kolczyki. Włosy uwodzicielsko spięte. Czerwone obcasy. I wyruszam na podbój świata. Popijam sobie mojito,
mój ulubiony drink budzący we mnie wspomnienia z Hiszpanii.
Ja Ewa. I spotykam przystojnego mężczyznę, który siada obok
mnie, sączy uśmiech do mnie.
Ja Ewa: Witaj!
On: Witaj, mojito pijesz. Ja lubię sex on the beach.
Już ten „On” staje się wołającym o sex mężczyzną. A ja już
wiem, że tylko to mu w głowie. Gdybym zapytała go o odpowiedzialność, wyśmiałby mnie (ale sprawdźmy to!).
Ja Ewa: Co sądzisz o odpowiedzialności?
On: Ja kocham moją odpowiedzialność za siebie, martwię się tylko o siebie. Nie mam obrzydliwej, spasłej żony. Zresztą nie wiem,
nie wyrosłem z syndromu Piotrusia Pana .
Ja Ewa: Żałosne. Każdy mężczyzna ma ten syndrom. Dopiero
gdybyś został ojcem, jakaś kobieta „zrobiłaby” Ci dziecko, to byś
zrozumiał.
On: Jesteś chętna?
Ja Ewa: Nie. Dzięki.
On: Chociaż mnie pocałuj.
Postanawiam zaryzykować. Wiem, że musi być efekt taki, aby
„nie wymazał mnie ze swej pamięci” . Nie oglądam się za nim,
za to on ogląda się za mną. Czy naprawdę wszystko sprowadza
się do emocji? Kim do cholery jest człowiek?
Ten facet miał ładny zapach z ust. Był jednym z nielicznych,
którzy myją zęby. Co za wstyd narodowy. Mycie zębów to czynność higieny podstawowej! Hola. Myj zęby 3 minuty dziennie.
Muszę wrócić do domu i wyspać się, obejrzeć Hae – Joo changa i Somni 4853. Kładę się na miękkiej poduszczę i wyobrażam
sobie, że ktoś trzyma mnie za ręce. I mówi: Kocham Cię. Dwa słowa, które totalnie zmieniają świat. Przypomniałam sobie twarz
mojego ex, jego łagodne oczy i żal, że zaprzepaścił szansę. To
epoka, która nie wybacza. Związki się rozpadają. Napiłam się
hydroksyzyny łyk i zasnęłam. Śnił mi się mężczyzna idealny (dla
mnie i tylko dla mnie).

CDN

Autor: Anna Czyrska

Reklamy

Dodaj komentarz