Linda to pracownica oddana, szara myszka w brązowym swetrze. Zajadająca kanapki z tuńczykiem. Kobieta, która jest pracownicą oddaną i perfekcyjną ale nie zauważają jej faceci. Taka sobie „brzydula”. Reklamowane jest to jako komedia/horror. Ja bym powiedziała, że to bardziej lekki slasher.
Już na samym początku Linda ma budzić nasze obrzydzenie. Kiedy do kącika ust przyczepia się jej fragment kanapki. Każdy patrzy na nią z góry albo wręcz niezauważa. Firmę obejmuje Bradley, syn zmarłego szefa, ktory kibicował naszej brzyduli. Chowa kanapki z tuńczykiem do szafki i zajada pokryjomu ale smród tuńczyka jednak jest charakterystyczny.
Jak już wiadomo nasza bohaterka zostaje odrzucona za wygląd przede wszystkim i brak esetetyki wewnętrznej. W normalnych okolicznościach przyrody byłaby to zapewne komedia romantyczna.
Taka z LOVE HATE, historia z WATTPADA. Skończyłoby się romansem ale nasza bohaterka dostaje nowe życie. CZy w USA musisz kogoś zabić by być kimś? Wracając do romantycznej wizji wysp Tajlandii warto przypomnieć sobie „Skok na głęboką wodę”. To tylko show ale nie brakuje tu takiego klimatu. Te słynne sceny gdzie krew ląduje na twarzy bohaterów. Reżyser czy reżyserka nie cackają się z fizjologią, która można powiedzieć też odgrywa tu rolę.
ZAKOŃCZENIE
Mimo wielu opcji chyba najlepsze
NIE WARTO GARDZIĆ LUDŹMI
Prawda znana ale wciąż gardzimy sobą nawzajem.
Daję temu filmowi 8/ 10