Hotel Paradise to rzekomo upadek ludzkości i symbol konsumpcji. Filipiny, a jakże darmowa podróż sponsorowana przez TVN. Jest to jedyny słuszny argument wystąpienia w HP. Poza tym chwilowa sława i wzrost lajków na INSTAGRAMIE. AA i zapomniałabym dodać: TERAPIA OD TELEFONÓW I WIEŚCI ZE ŚWIATA GDYŻ BOHATEROWIE POZBAWIENI SĄ WSZELKICH INFORMACJI. Przypomina to obóz dla dzieci gdzie muszą wytrzeźwieć. To kolejna zaleta HOTELU i jest to trzeci argument ZA. Raj ma więc same plusy. Moją faworytką jest kompletnie niepasująca Wiktoria. Dziewczynka skromna, płaczka. Każde HP ma swoje płaczki. W tym sezonie czuć, że nikt nikogo nie kocha. Milan czyli klasyczny maminsynek o IQ 10 ma największe powodzenie u dziewcząt. Intryguje swoimi blond włoskami. Jest i Kubuś pracujący w szpitalu wysoki chłopak, niebrzydki ale jednak nie lubię takich chłopców nawet jeśli są farmaceutami. Milan otwarcie przyznaje, że nie czyta książek. Mimo wszystko darzę tych ludzi sympatią. Staram się nikogo nie hejtować. Wiemy jednak, że tu liczą się dramy. Na moje oko wiadomo raczej, że wygra to Agata i Kuba. Kiedy nie masz przy sobie informacji ze świata to szukasz atrakcji. Mieliśmy też „czarną owcę” w postaci piłkarza Andrzeja i femme fatale Oliwkę. DO TAKICH PROGRAMÓW IDZIE SIĘ PO ZABAWĘ I POPULARNOŚĆ….
„Level Empire” to bliska mi powieść. Mimo, że nie pierwsza, która napisalam. W podstawówce pisałam „powieści zeszytowe”, ktore oceniali inni. Pisali mi potem komentarze co myślą i mialam taką kolekcję. W moich zeszytach były przerożne historie, przypominały scenariusze amerykańskich filmów. Było to dla mnie ciekawsze niż chodzenie do szkoły. Pisałam też pamiętniki. Część z nich jeszcze zostala mi. Część zaginęła przez przeprowadzki. Pisanie pamiętników było dla mnie ważnym procesem. Jadąc na Erasmusa do Belgii wiedzialam juz, że napiszę powieść. To był moj glowny cel tej podróży. Chcialam poznać Belgię. Zawsze kojarzyla mi się dobrze zważywszy na fakt, że tomik „Zero ” narodził się w Belgii. Dokładniej w Brukselii podczas Taize. Zamiast poł roku spędzilam w Belgii 11 miesięcy. To był 2010 . O Smolennsku dowiedziałam się czytając SMS od znajomej: Ania, nasz prezydent nie żyje i inni Czytając to pomyślalam, że Asia zwariowala, brala coś. Wrociliśmy i zaczęliśmy czytać. Można uznać, że na tę tragedię patrzyłam z perspektywy emigranta. Wróciłam do Polski 11 września 2010 roku. Bylo dziwnie. Wrócilam by zdobyć tytuł magistra i pisać. SYBILLA LEARSTEN– Moja bohaterka, 18 letnia dziewczyna, pełna kompleksow, lecząca trądzik. Wysmiewana córka ekscentrycznnego naukowca. Ma także cos ze mnie. Początek mojej powieści brzmi: UGLINESS…
UWIERZCIE TEN WPIS NIE POWSTAŁ Z ZAZDROŚCI BO MNIE NIE DRUKUJĄ INNE WYDAWNICTWA Wydałam książki co wyszły bez echa. Nigdy nie pisałam dla literackiej sławy. 15 lat temu a nawet więcej miałam okazję żyć w środowisku literatury polskiej. Dlatego teraz mam pseudonim „literackiej ladacznicy”. Polska literatura nie odrobiła lekcji z rzeczywistości. Ciągle jest poważna, smętna i ciągle dotyczy historii przesiedleń, II wojny światowej. Wciąz jest monotonna i bez przesłania. Współczesna poezja to powielanie tych samych nazwisk, które konserwują się wzajemnie w wydawnictwach. Literatura wciąż ma kompleksy kiedy na literackim spotkaniu chłopak się żal, że sorry muszę pracować by być pisać. Dawno mnie na spotkaniach autorskich nie było ale nadal uważa, że jest to żenujące gdyż pisarz musi się upokorzyć. Napisałem książkę, ach jestem taki wspaniały. Potem kult i łechtanie literackiego ego. Skoro napisałeś/ napisałaś książkę to znaczy, że jest cool ale musi ona być : W tym tle nawet Blanka Lipińska wydaje się konserwatywna podobnie jak stale nazwisko, bezpieczne czyli Mróz, który urósł do miana polskiego Stephena Kinga. Literatura polska to wieczne chwalenie stałych nazwisk, lęk przed krytyką. Lęk przed tym, że coś może wyjść autentycznie poza schemat. POLSKIE POLAKÓW KOMPLEKSY O BYCIU MĄDRYM Nie piszesz o historii, wojnie to…
Szukanie pracy w Polsce to wielka przygoda. Zwłaszcza kiedy w teorii nie masz za coś żyć ale jakimś cudem masz adres. By zapisać się nie możesz być bezdomnym. Żadnego potencjalnego pracodawcy nie obchodzi z czego żyjesz. Pani z urzędu też się nie dziwi bo w końcu jej jedybym zadaniem jest znalezienie mi pracy. Całe życie chciałam żyć na swoich warunkach. Decydować o sobie. Co robili inni wyznając złotą zasadę” Weź znajdź etacik i rób potem co chcesz”. Społeczeństwo widzi we mnie nieroba i pasożyta niezdolnego do założenia swojej rodziny. Mieszkałam w ciasnym miasteczku Baborów choć cały czas marzę o normalności jaką widzę u znajomych. W miarę normalności, stałej wypłacie i poczuciu bezpieczeństwa ale to w końcu Polska. Swego czasu pomagalam wielu ludziom, chciałam ich reklamować a oni nie uznawali mojej pracy za pracę deklarując, że w sumie robię to dla przyjemności. Typowy argument biznesmena, że w końcu to ja reklamuje się nim a raczej jego łaską. Wychowano mnie też w filozofii „ najpierw studiuj potem pracuj”. Po studiach zaczęłam więc pracę nieco niezgodną z moim sumieniem. To Polska więc bierz! Pracowałam tam, tylko nie przepracowałam tam 1 roku więc no cóż. Skreśla mnie to z bycia człowiekiem mimo, że to…