Nie jestem matką i zawsze spotryka mnie krytyka z tej strony: Bezdzietna singielka czyli kobieta niezdarna życiowo. Bezradna, NIKT JEJ NIE CHCE. Biedna Aneczka. w tym świecie jednak wiele rzeczy ma sens. Dziś nie uważam by moje decyzje życiowe były złe. Jednak Marta Wroniszewska to matka trójki dzieci, która żyje w zgodzie z innymi. Tę kobietę cechuje zdolność empatii względem kobiet i mężczyzn. Gdyby ludzie czytali TAKIE KSIĄŻKI to świat byłby piękniejszy. Marta otwiera oczy, niszczy obraz cudownego rodzicielstwa. Żyjemy w czasach sharentingu. Wersow pokazuje jakie to jej życie jest SŁODKIE. Nie tylko ONA. Dziecko to nie tylko 800 plus. Wybory prezydenckie, barwy kampanii pokazują, że POLITYKA TO ZŁO a ludzie chcą zmian. Pokazuje też, że wiara katolicka i wiedza o polityce opiera się na USTAWIE ANTYABORCYJNEJ a imię KAROL w tym zacnym narodzie to świętość. Kobieta powinna rodzić dzieci i najlepiej być DZIEWICĄ. Działać jak automat do którego idą panowie. Reportaże Wroniszewskiej niszczą wiele obrazów. Pokazują też atuty opieki naprzemiennej jak i jej minusy. Kiedy czytałam te historie to na samym początku zastanawiałam się GDZIE JEST TA MATKA W TYM. Dlatego każdą opowieść trzeba czytać do końca. Autorka przenosi nas do historii zarówno matek, które z różnych powodów porzucają…
Kościół i Seks to dwa największe problemy społeczne. Żyjemy w czasach kiedy kobieta walczy z byciem dobrą, poczciwą żoną i matką a pragnieniami seksualnymi. Jest to temat bezpieczny i zawsze na czasie. Pierwszy zarzut to okładka. Można tu było postarać się bardziej zważywszy na wciągający tytuł. Niestety grafika nie powala ale wiadomo najważniejsza jest treść. Na co zwraca uwagę autorka? Jest słuchaczką problemów kobiet i bardzo dobrze rozumie ich postawy. Widzi blokady, które w naszych głowach stosuje Kościół. Masz być grzeczna i czekać na tego jedynego księcia z bajki, katuj się z facetem nawet jak jesteś nieszczęśliwa. Blokady kobiet sprawiają, że żyją one zdominowane przez mężczyzn, których pragnienia seksualne są ważniejsze od pragnień kobiet. Podoba mi się, że autorka zwraca uwagę na to staromodne myślenie, że kobieta nie może czuć przyjemności seksualnej. Pamiętam jak poznałam kiedyś pewnego poetę, byłam pełnoletnia. Poszliśmy do jego domu a ja potem byłam naga i spięta jak kamień. Właśnie wtedy walczyły w mojej głowie poglądy, że muszę być grzeczną dziewczynką bo Bóg mnie nie pokocha. Nawet jeśli czułam się miło w towarzystwie tego faceta to jednak blokada ciała wygrała. Byłam przerażonym dzieckiem, które chce tego próbować ale też bardzo się boi dotyku i boi się…