Kim jesteśmy i po co? — Odwieczne pytanie ludzkości, którego sprzątając się nie zadaje. Sprzątając musiał myśleć, że musi przeżyć. I tylko o tym. Widział radosnych ludzi, którzy pływali w basenie, który on posprzątał. Czyż to też nie dzieło? Sam nie potrafił się cieszyć, lubił jednak zgrywać mężczyznę, ale ta gra mu nie wychodziła. Świat z perspektywy basenu też jest światem. Wszyscy jesteśmy zagubieni… Czasem lepiej przemilczeć, czasem lepiej nie myśleć za wszystkich. Dostaje wypłatę. Szef — człowiek raczej z gatunku mało inteligentnych, robot, który widzi tylko kasę. Czy jest bardziej szczęśliwy ode mnie? Czy jest szczęśliwszy ode mnie? Gazetę z wywiadem rozdawali za darmo. Nie przeczytał go, bał się — co Ona powiedziała? Że świat jest piękny, cudowny i lukrowy jak ciasteczka. Nie należała do takich osób. To wiedział. Gazeta zmoczyła się nieco brudnymi dłońmi. On czuł się szaraczkiem pośród dzikich zwierząt ludzi. Ani lepszy ani gorszy. Ukrywał się za taflą istnienia, ukrywał się za Bogiem — Bóg jest czasem niezłą przykrywką dla grzechów. Ale nie był z tym sam. Byli ateiści, wierzący, pośrodku… Ludzie jak produkty mijają nas. Za dużo myślał. Czasem lepiej nie myśleć. Tylko tego też nie potrafił. Konstrukcja jego mózgu była myśląca, ale nie wychodząca…
Wojtek i Kamil nie studiowali. Jeden był żonaty, drugi hulał jak „wolny ptak”. Prawo wyboru. Minął kolejny dzień w pracy. Wracał do roboty dwoma autobusami, nie stać go było na prawo jazdy ani na samochód. Na basenie zarabiał tyle, żeby przetrwać, ale to było zajęcie tymczasowe. Był marzycielem. I tu z ryżową szczotką czuł się nieco jak ofiara systemu. Jednak nie komentował tego, Bóg mu wszystko wynagrodzi. Takie było jego tu i teraz. I nie tylko jego. Kim są ludzie? Bohaterami spektaklu zwanego życiem. Przyszedł kolejny dzień. Dziś miał wolne, czuł w sobie smród chloru, dezynfekcji. Sam miał ochotę wydezynfekować ten świat. Gdyby tak można było wypolerować ludzi, uczynić z nich kryształy. Zabawa w Jezusa jest nie na miejscu i nadal nie jest zabawą. A z Jezusa nie można się śmiać. Jezus to „ja idealne” wielu ludzi, którzy z lęku przed śmiercią nazywają się ateistami. Mieszkał w małym, uniwersyteckim miasteczku. W Opolu. Opole było miasteczkiem, w którym mieszkali ludzie znani, cenili Opole za to, że jest małe. On był niewysokim blondynem, aktywnym studentem, który nie chciał znać swoich życiowych celów. Opole było miejscem, gdzie uzupełniał swoje studia. On prosty chłopak ze Śląska był typem humanisty. Czasem za bardzo miał głowę…