Wirtualni kochankowie cz.4

Gdybym miała dzieci… Jeszcze nie mam, wyobrażam sobie,co to znaczy urodzić dzieci. Nosić w sobie ludzkiego kosmitę, który nie narodziłby się bez ciebie. Powinieneś kochać dziecko, a dziś matki przestały spełniać rolę matek. Czas porozmawiać z rodziną. Kogoś, kto tworzy rodzinę, z dziećmi. Cotakiego sprawiło, że założyli rodzinę? Czy naprawdę rodzina towyzwanie? Dzwoni do mnie mój tajemniczy, agresywny singiel,z którym spotkałam się tego dnia przy barze. Nie może być.Chce spotkać się ze mną znów, ale ja odmawiam. Im bardziejodmawiam, tym bardziej wyczuwam chęć z jego strony. Faceci kochają to, co niedostępne. Ciekawe skąd miał mój numer?Rodzina z jaką idę na spotkanie to rodzina katolicka. Zawszezazdrościłam takim rodzinom miłości ale w tych rodzinach teżsą problemy, czasem jeszcze głębsze. Oni jednak potrafią sobiez tym radzić. I spotykam: Grzegorza i Jolę. Para niezwykle skromna. Ona ubrana w szarą sukienkę, włosy delikatne spięte w kucyka, bez makijażu. Ma delikatną cerę, jest niezwykle opanowana. On jest przystojny i szarmancki. Tworzą rodzinę adopcyjnąi mają jedno swoje dziecko. Ja Ewa widzę katolicki obraz rodziny. Podziwiam ich i szukam w nich odpowiedzi.Ja Ewa: Czym dla was jest milość?Jola: Darem, jesteśmy dla siebie daremJa Ewa: Gdzie się poznaliście?Grzegorz: W Oazie. Ja byłem przeznaczony na księdza, ale miłość… Bóg pokazał…